WysokieNapiecie.pl: Przemysł wkurzony na energetyków

 

Huty, zakłady chemiczne, cementownie i papiernie zapłacą od przyszłego roku o ponad miliard zł więcej za prąd. To koszty rynku mocy.

Plotki stały się faktem. W zeszłym tygodniu polski rząd otrzymał nieoficjalną na razie wiadomość od unijnej komisarz ds. konkurencji Margrethe Vestager, że Bruksela nie zgadza się na wprowadzenie ulg w opłacie mocowej dla przedsiębiorstw energochłonnych. Potwierdziły się tym samym informacje Obserwatora Legislacji Energetycznej portalu WysokieNapiecie.pl.

Rynek mocy to mechanizm w którym  elektrownie  dostają pieniądze nie tylko za produkcję prądu, ale także za gotowość do pracy. Odpowiednią ustawę uchwalono w 2017 r. Wytwórcy startują w aukcjach organizowanych przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne. Dotychczas odbyły się cztery aukcje.

Rynek mocy nie jest to polski wynalazek – funkcjonuje w wielu krajach świata, m.in. w USA, a w UE – np. Wielkiej Brytanii. Natomiast koszty rynku mocy w naszym kraju znacznie przekroczyły rządowe szacunki. Już wiadomo, że będzie to ponad 5 mld zł rocznie, począwszy od 2021 r. Rząd szacował najwyżej 4 mld, a przy tym zakładał, że firmy energochłonne – huty metali i szkła, zakłady chemiczne, papiernie dostaną ulgi, sięgające 85 proc. kosztów rynku.

Wielki przemysł zużywa ok. jednej czwartek prądu w Polsce. Brak ulg w opłacie mocowej oznacza, że od przyszłego roku firmy te zapłacą ok. 1,3 mld zł więcej w rachunkach za prąd.

Największą ofiarę dla utrzymania polskiej energetyki poniosą huty stali. – Obłożenie polskiego hutnictwa opłatą mocową oznaczałoby dla tej branży dodatkowy koszt rzędu 300 mln zł rocznie – ostrzegał prezes Hutniczej Izby Przemysłowo Handlowej, Stefan Dzienniak.

Bruksela trzyma palec na spuście?

Dlaczego ulg nie będzie? Ustawa o rynku mocy była bardzo długo negocjowana z Komisją Europejską, bo jest uznawana za pomoc publiczną dla sektora. Ponieważ rządowi zależało na szybkiej notyfikacji rynku mocy, to kwestię ulg dla przemysłu wyjęto do osobnego rozpatrzenia przez Brukselę. Ówczesny resort energii chętnie pozbył się też tego „gorącego kartofla” zrzucając go na ówczesne Ministerstwo Przemysłu i Technologii, kierowane przez Jadwigę Emilewicz (dziś to resort rozwoju).  Jeszcze w połowie 2019 r. wydawało się, że ulgi dla przemysłu energochłonnego będą przyznane „na próbę”, na trzy lata.

W międzyczasie odbyły się cztery aukcje na rynku mocy. Według informacji portalu WysokieNapiecie.pl ich wyniki bardzo rozczarowały urzędników Komisji. – W nieoficjalnych rozmowach dali nam do zrozumienia, że nie taki był cel rynku mocy. Miał posłużyć jako stymulator do inwestycji w nowe, niskoemisyjne źródła energii, tymczasem okazało się, że głównym beneficjentem są istniejące już bloki węglowe – relacjonuje nam osoba znająca kulisy negocjacji.

W dodatku koszty znacznie przekroczyły to, co pokazywał Brukseli polski rząd. Obiecywano Komisji, że nie przekroczą 100 tys. za MW, tymczasem średnio po czterech aukcjach jest ok. 220 tys. zł.

Na domiar złego Polska wciąż nie przedstawiła wiarygodnego w oczach Brukseli planu odchodzenia od węgla. Wszystko to sprawiło, że w sprawie ulg Komisja się usztywniła.

 Premierze, zrób coś

Co dalej? Przemysł energochłonny to potężne lobby. Huty stali, miedzi, cynku i ołowiu oraz szkła, cementownie, wielkie zakłady chemiczne, przemysł wapienniczy i papierniczy to 5 proc. polskiego PKB,  zatrudnia ponad 400 tys.  a wartość produkcji sięga 385 mld zł. Na początku marca szefowie ośmiu  branżowych stowarzyszeń przemysłowych wysłali list do premiera Mateusza Morawieckiego, ostrzegający przed skutkami obciążania ich pełnymi opłatami mocowymi. Ich wprowadzenie „oznacza, że wielkie polskie zakłady energochłonne z dnia na dzień  zaczną działać na granicy rentowności oraz, że kontynuowanie przez nich produkcji, a przede wszystkim inwestycji może przestać być opłacalne” – napisali m.in.

-Energetyka załatwiła sobie rynek mocy, a nas zostawiono na lodzie. Staliśmy się de facto zakładnikiem w negocjacjach polskiego rządu z Brukselą – narzeka w rozmowie z portalem WysokieNapiecie.pl jeden z przemysłowców. Ale to koniec gry.

Wystarczy sobie przypomnieć, jaki olbrzymi medialny i polityczny rezonans wywołało zamknięcie wielkiego pieca huty w Krakowie rok temu. Dziś sytuacja na rynku pracy jest dużo gorsza, bo coraz bardziej infekuje go koronawirus. Z drugiej strony atak mikroba spowodował też spadek hurtowych cen prądu, ale nie należy się łudzić, że nie wzrosną one w kolejnych latach, bo coraz droższe będą uprawnienia do emisji CO2, którymi Komisja Europejska będzie „dopychać”  unijny cel redukcji CO2.

Sami sobie zrobimy prąd

Czego domaga się więc przemysł? Skoro rachunek za prąd będzie rósł, prosi o pomoc w inwestycjach we własne źródła prądu, zwłaszcza w wiatr, słońce oraz gaz.  Potencjał jest całkiem spory. Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu szacuje, że przemysłowcy mogliby postawić blisko 5 GW nowych wiatraków i prawie 2 GW fotowoltaiki, które pracowałyby na potrzeby zakładów. – Mieliśmy gotowy projekt farmy wiatrowej w pobliżu naszej cementowni- opowiadał nam kilka miesięcy temu Jacek Nowosad z Cemeksu, światowego potentata, który w Polsce ma zakłady w Chełmie i Rudnikach koło Częstochowy. – Niestety, musieliśmy go porzucić z powodu uchwalenia ustawy 10H.

Przypomnijmy, że uchwalona przez PiS ustawa zabrania budowania elektrowni wiatrowych w odległości od domów przekraczającej dziesięciokrotność wysokości turbiny.  W praktyce blokuje to rozwój energetyki wiatrowej w naszym kraju. W rządzie toczy się dyskusja na temat poluzowania tych reguł, ale znaczna część rządzącej partii jest temu przeciwna.

Przemysł domaga się też ułatwienia bezpośredniego importu tańszego prądu z zagranicy poprzez możliwość zawierania kontraktów terminowych oraz skutecznego wdrożenia mechanizmów wspierających efektywność energetyczną. Istniejący system „białych certyfikatów” definitywnie bowiem się zatkał. Chce też przywrócenia wsparcia dla przemysłowych elektrociepłowni, które odebrano mu w 2018 r.

Z przemysłem będzie łatwiej

Oczywiście każdy przedsiębiorca, narzeka i  protestuje kiedy nakłada się na niego dodatkowe ciężary.  Na ile więc ostrzeżenia przemysłu energochłonnego rzeczywiście oddają skutki, jakie będzie miała opłata mocowa? Tego nie sposób teraz dokładnie przewidzieć, ale jedno jest pewne – włączenie przemysłu w budowanie nowych źródeł energii jest potrzebne. Widać już bowiem, że możliwości inwestycyjne państwowej energetyki kurczą się, część firm ma już coraz większe problemy finansowe, coraz trudniej będzie też energetyce pozyskiwać kapitał na inwestycje. Przy udziale przemysłu łatwiej będzie też Polsce osiągnąć unijne cele do 2030 r. – redukcji emisji CO2 oraz udziału odnawialnych źródeł energii, a przemysłowcy łatwiej niż państwowej energetyce mogą sięgnąć po unijne fundusze.

Zainteresowane jest spore, bo firmy małe i duże widzą już, że mogą się w ten sposób uchronić przed podwyżkami cen prądu. W niedawnym programie Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska wsparcie dla małych elektrociepłowni gazowych dostały m.in. kilka mleczarń, wytwórca rozsad szklarniowych, potentat AGD, wytwórnia pasz i  producent części samochodowych.

Potencjał jest olbrzymi, trzeba go tylko uruchomić.  Na razie przemysłowcy wciąż czekają na odpowiedź premiera.

Źródło: www.WysokieNapiecie.pl,  Autor: Rafał Zasuń

Energetyka odczuje skutki koronawirusa

Pandemia koronawirusa wpływa na pracę zakładów przemysłowych. W Europie spada zapotrzebowanie na energię. Spodziewane są chwilowe przerwy w dostawach komponentów z Chin – do farm słonecznych, wiatrowych i samochodów elektrycznych. Jak to wpłynie na polskie firmy?

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła 11 marca, że epidemię koronawirusa SARS-CoV-2, który wywołuje chorobę COVID-19, można traktować jako pandemię. Choroba rozprzestrzenia się w różnych środowiskach, na dużym obszarze, na różnych kontynentach w tym samym czasie. Skutki koronawirusa będą odczuwalne długo, a branża energetyczna nie pozostanie na nie bez wpływu.

Jak bardzo spadnie zapotrzebowanie na energię?

Przez kryzys wywołany pandemią koronawirusa zmniejszy się zapotrzebowanie na energię, a jej ceny spadną? Ten scenariusz jest realny. Nie chodzi już tylko o zamknięte szkoły, restauracje czy kina. Największy koncern motoryzacyjny Volkswagen zamknął czasowo swoje fabryki w Europie, podobnie zrobił w Hiszpanii Renault, o zawieszeniu produkcji we Francji i Hiszpanii poinformował lotniczy gigant Airbus.

W Polsce zapotrzebowanie szczytowe w poniedziałek spadło w porównaniu do tygodnia wcześniej o 1100 MW. Jak zauważyło Forum Energii, zapotrzebowanie krajowe spadło o ok. 5 proc. – to wynik podobny jak w innych krajach, które wprowadziły ograniczenia związane z koronawirusem. Francuski operator sieci przesyłowych RTE wskazał na wymierne skutki takich działań – w poniedziałek spadek popytu na energię wyniósł 10 proc. Tydzień wcześniej było to ok. 5 proc., podobnie jak w Hiszpanii.

Analitycy Energy Quantified wzięli pod lupę przypadek Włoch, gdzie przemysł jest odbiorcą ok. 40 proc. energii. Kiedy działalność produkcyjna i handlowa zamarła, w pierwszym tygodniu zapotrzebowanie na energię spadło o 8 proc. Obecny tydzień zaczął się w poniedziałek spadkiem popytu na energię o 15 proc. Zdaniem analityków EQ, wkrótce dojdzie do ok. 20 proc. Byłby to znacznie gorszy scenariusz niż w czasach kryzysu finansowego z 2008 r.

Ceny w dół – budżet zarobi mniej

Strach przed zmniejszeniem zapotrzebowania na prąd ze strony przemysłu udzielił się na uczestnikom rynku. Na giełdach w Europie, w tym na warszawskiej TGE, wyceny przyszłorocznych kontraktów spadają. Ma to także taki skutek, że potaniały prawa do emisji CO2. Ich wycena spadła 17 marca poniżej 19 euro za tonę, a jeszcze w lutym było to ponad 25 euro. Wtorkowa aukcja uprawnień na giełdzie EEX nie odbyła się, ponieważ nie było wystarczającej liczby chętnych do kupna uprawnień.

O ile ze spadku mogą cieszyć się producenci energii z węgla i energochłonne przedsiębiorstwa, to polski rząd – już mniej. Tak duży spadek wartości oznacza, że do budżetu trafi w tym roku z aukcji uprawnień do emisji CO2 co najmniej pół miliarda euro mniej, o ile ceny CO2 nie odbiją.

Nie bez echa przechodzą pomysły polityków z naszego regionu, by czas walki z koronawirusem wykorzystać do zawieszenia walki o ochronę klimatu. Wiceminister aktywów państwowych Janusz Kowalski zaproponował w mediach, by polskie przedsiębiorstwa wyszły z EU ETS – europejskiego systemu handlu prawami do emisji CO2. Nie jest to oficjalna propozycja rządu ani MAP. Z kolei czeski premier Andrej Babiš stwierdził, że „Europa powinna teraz zapomnieć o Zielonym Ładzie i zamiast tego skoncentrować się na koronawirusie”.

Komponenty z Chin nie dotrą na czas

Pierwsze skutki koronawirusa dotyczyły fabryk w Chinach. Kraj ten jest światową fabryką ogniw i modułów fotowoltaicznych.Wszystkie kraje zamawiają komponenty do farm słonecznych w Chinach, ponieważ tak jest najtaniej. Przestoje w chińskich fabrykach spowodowane przymusową kwarantanną powodują teraz opóźnienia w dostawach do Europy. To może być problemem dla inwestorów w Polsce, którzy wygrali aukcje OZE.

– Odbieramy sygnały od deweloperów, że m.in. dostawcy komponentów do ich farm fotowoltaicznych, z powodu rozprzestrzeniania się epidemii, powołują się na zawarte w umowach klauzule siły wyższej i nie gwarantują dostarczenia zamówionego towaru na czas. Problem potęguje dodatkowo fakt, że większość obecnie instalowanych części jest produkowana i dostarczana z Chin – mówi Dorota Zawadzka-Stępniak, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

Lewiatan już wysuwa propozycję, by zmienić zapisy w ustawie o OZE  i wydłużyć termin pierwszej sprzedaży energii dla projektów słonecznych, które wygrały aukcje. Teraz są to 24 miesiące.

Dywersyfikacja dostaw

Choć przestoje w dostawach komponentów z Chin są tymczasowe, to więksi producenci – według ekspertów agencji BloombergNEF – zaczną rozglądać się za dywersyfikacją łańcuchów dostaw. To początkowo może prowadzić do wyższych cen, ale też stworzyć nowe miejsca pracy – w tym w Polsce, gdzie mamy polskich producentów modułów fotowoltaicznych.

Boom w energetyce słonecznej i wiatrowej nie zostanie zatrzymany, co najwyżej zwolni. Z powodu czasowych przestojów, ten rok może być pierwszym od kilkudziesięciu lat, kiedy światowe zapotrzebowanie na nowe moce słoneczne spadnie poniżej poziomu z poprzedniego roku. Agencja BNEF początkowo oceniała globalny przyrost mocy na poziomie 121 GW-152 GW, zaś teraz zrewidowała prognozy w dół do 108 GW-143GW . Podobnie skutki koronawirusa odczują inwestorzy w lądowej energetyce wiatrowej, zwłaszcza w USA i Chinach. Europa – według przewidywań – zostanie mniej dotknięta, ponieważ ma bardziej zdywersyfikowane dostawy, a do tego dominującą rolę w inwestycjach wiatrowych zaczynają odgrywać tu farmy na morzu.

Skutki koronawirusa może odczuć też branża motoryzacyjna. Chodzi o produkcję samochodów elektrycznych, a konkretnie baterii litowo-jonowych. Teraz przoduje w tym Azja, a zwłaszcza Chiny i Południowa Korea.  Przestoje w chińskich fabrykach i doprowadziły do tego, że producenci zaczęli dostrzegać inne kraje, gdzie produkcja może zostać rozwinięta. Polska już teraz ma fabryki LG Chem , SK Innowation, GTHR, BMZ  i może przyciągać nowe inwestycje.

Niewiadomą pozostaje jednak popyt na auta. Analitycy spodziewają się konsolidacji w branży, strat spowodowanych przestojami w fabrykach, przejmowania słabszych przez silniejszych.

Skutki taniejącej ropy

Z rozwojem pandemii koronawirusa zbiegło się załamanie cen ropy naftowej, do czego przyczyniła się wojna cenowa Arabii Saudyjskiej i Rosji. Z tego cieszą się kierowcy, bo ceny na stacjach już są niższe. Dłuższy okres niskich cen ropy może mieć natomiast wpływ na rozwój elektromobilności, i nie tylko. – Z drugiej strony, zmienność cen ropy naftowej może podważyć rentowność niekonwencjonalnych zasobów ropy i gazu, a także kontrakty długoterminowe, stwarzając okazję do zmniejszenia lub przekierowania dotacji z paliw kopalnych w kierunku czystej energii – zasugerował Francesco La Camera, dyrektor generalny Międzynarodowej Agencji Energii Odnawialnej IRENA .Jak argumentuje, poprzedni krach cen ropy w 2014 r. zbiegł się ze wzmożonymi inwestycjami inwestycje w odnawialne źródła energii.

Fatih Birol, szef Międzynarodowej Agencji Energetycznej, obawia się jednak, że koronawirus w połączeniu z niestabilną sytuacją na rynkach odwróci uwagę decydentów politycznych i inwestorów od transformacji i przejścia na czystą energię.  Zmniejszy się skonność do stosowania efektywniejszych technologii i oszczędzania energii. Tu dużą rolę odegrają strategie rządowe.

Wszyscy są zgodni, że czas trwania pandemii koronawirusa, jej nasilenie i zasięg nie są jeszcze znane, dopiero z czasem okaże się, jak bardzo wpłynie to na gospodarkę.

 

źródło: www.WysokieNapiecie.pl, Magdalena Skłodowska

Kontakt

Renata Kałużna Jesteśmy zespołem złożonym z doświadczonych profesjonalistów, działającym w ramach firmy powemeetings.eu, która specjalizuje się w doradztwie oraz organizacji konferencji i szkoleń dla różnych sektorów gospodarki.

Al. Jerozolimskie 27
00-508 Warszawa

tel.: +48 22 740 67 80
kom.: +48 603 386 917
faks: +48 22 672 95 89

NIP: 952-139-65-83
REGON: 363385059

Renata.Kaluzna@powermeetings.eu

Stronę redaguje: Ewelina Nowakowska | Kontakt: 22 740 67 80, e-mail: newsroom@powermeetings.eu